-
Mam problem z fotografią
Tak, mam problem. Na szczęście nie z fotografią jako taką, a z czytaniem o niej i szeroko pojętą dyskusją. Gdy kilka lat temu zaczynałem przygodę z fotografią, miejsca takie jak pl.rec.foto, pl.rec.foto.cyfrowa, różne fora i portale fotograficzne były dla mnie niczym ziemia obiecana. Swego czasu byłem nawet ich aktywnym uczestnikiem. Później trochę przystopowałem, wróciłem, odszedłem, wróciłem i chyba odszedłem na dobre.
Czemu? Aby nie tracić czasu, będzie w punktach:
- p.r.f i p.r.f.c zeszło na psy, tak jak jak cały usenet. Nowi nie przychodzą, starzy odchodzą. Ci co zostali dyskutują o szumach i innych absurdanie nieprzydatnych pierdołach
- fora dyskusyjne mogą się podobać chyba tylko onanistom sprzętowym. Poza dyskusjami typowo sprzętowymi nie dzieje się tam praktycznie nic
- portale fotograficzne? Temat rzeka. Albo testy sprzętu, które mnie w ogóle nie interesują, albo coś o sztuce przez duże "Sz" której nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem. Generalnie, nie ma tam niczego co jest w stanie mnie zainteresować. Obecnie rozważam usunięcie RSSów portali foto z czytnika, bo i tak je ignoruję
Osobnym problemem są książki dostępne w księgarniach. Bosz... czemu nie ma tam ciekawych książek bez 'cyfrowa' lub 'obróbka' w tytule? Od dłuższego czasu chodzi za mną chęć kupna jakiejś książki foto. Chodzi, chodzi i chyba nigdy nie dojdzie, bo nie mam co kupić.
W zasadzie, chętnie czytam tylko kilka blogów: iczka, zawszekwadrata i kilka innych. Chciałbym więcej. Ale nie mogę. Nie mogę znaleźć. Może pomożecie? Może być po angielsku (aha, TOP mi nie pasuje)... ratujcie...
PS. Ma sens to co napisałem? Rzucam mój ulubiony nałóg i ostatnio trudno mi się skupić.....
-
Kwadratowy Szczecin 17
Szczecin, kwiecień 2009
-
Dusza aparatu fotograficznego
Dusza – w większości religii oraz w wielu poglądach filozoficznych i kulturowych: substancja ulotna, eteryczna, zjawisko siły ożywiającej ciało, a trwającej nawet po jego śmierci (zależnie od religii przyjmuje się jego występowanie u człowieka i ew. zwierząt). Większość z religii (lecz nie wszystkie) uważa duszę ludzką za niematerialną i nieśmiertelną. Różne są też poglądy poszczególnych religii na temat istnienia i świadomości duszy bez ciała oraz tego, czy każdy ma osobną duszę, czy też jest ona wspólna.
Źródło: Wikipedia
Przeglądając strony internetowe, szczególnie te poświęcone fotografii analogowej, czy starym aparatom, można natknąć się na sformułowania "... ten aparat ma duszę ..." , "... dusza aparatu ...", "... aparat z duszą ..." i tak dalej w ten deseń. Niekiedy duszą obdarzana jest konkretna technologia, zwykle fotografia B&W w technologii srebrowej. Autorom piszącym o duszy w kontekście fotografii chodzi zwykle o jakieś nadzwyczajne przeżycia związane z używaniem obdażonego 'duszą' sprzętu.
Tyle tylko, że według mnie, nie można mówić o duszy przedmiotów. Przedmioty nie mają duszy. To my, ich użytkownicy jesteśmy siłą sprawczą układu operator-maszyna, a nie odwrotnie. To my decydujemy o wykorzystaniu maszyny, my robimy zdjęcie (paradoksalnie, bliżej posiadania duszy jest cyfrówka z wykrywaniem twarzy/uśmiechu niż najwet najstarszy analog). Maszyna jest tylko maszyną, narzędziem wspomagającym człowieka.
Nie neguję, że stare aparaty mają coś w sobie. Ja jednak wolę słowo magia. Tak, stare aparaty mogą zawierać elementy magii czy mocy. Magia może jest przenikać, wpływać na nie, wprowadzać element chaosu. Może wymuszać odprawianie modłów, czy całych rytuałów mających na celu przeciągnięcie mocy na stronę człowieka. Lecz ta magia, moc, ginie wraz z maszyną. Gdy maszyna ulega zniszczeniu, jej magia odchodzi na zawsze. A dusza jest wieczna.
-
Maciek
Dobra, lipiec 2009 -
Luminoquadrofilia
Kutzowsee, Niemcy, lipiec 2009
-
Fetyszyzm fotograficzny
Fetyszyzm – jedna z wielu pierwotnych form religii, charakteryzująca wiarą w nadnaturalną moc przedmiotów, zazwyczaj związana z oddawaniem im boskiej czci. Według wierzeń w części tych przedmiotów mieszkać mogły dobre lub złe "duchy" (także duchy przodków). Nie ma określonej i usystematyzowanej mitologii, obrzędów, kapłanów oraz świątyń. Nie wymaga składania ofiar i odmawiania modlitwy. Jest kultem indywidualnym. John Lubbock uważał, że wszystkie ludy pierwotne przechodzą przez pewne etapy religijne: ateizm – fetyszyzm – totemizm – szamanizm – bałwochwalstwo (antropomorfizm) – monoteizm.
Źródło: Wikipedia
Fetyszyzm - rodzaj parafilii seksualnej polegający na uzyskiwaniu satysfakcji seksualnej głównie lub wyłącznie w wyniku kontaktu z obiektem pobudzającym - fetyszem.
Źródło: Wikipedia
Chyba każdy fotograf internauta spotkał się kiedyś z napisanym przez niejakiego Kena Rockwella artykułem pod tytułem "Siedem Poziomów Fotografów". We wspomnianym artykule Ken dzieli fotografów na siedem poziomów: od onanisty sprzętowego do artysty. Oczywiście, onanista jest poziomem najniższym, a artysta najwyższym. Cytując wspomniany artykuł:
Ci mężczyźni [...] nie interesują się sztuką ani fotografią, ponieważ nie posiadają duszy. Nie mając duszy, nie potrafią wyrazić swoich wyobrażeń ani uczuć, dlatego też ich zdjęcia - o ile w ogóle jakieś robią - są do niczego.
[...] tak bardzo przejmują się wystawianiem cyfrowych ocen dla różnych rzeczy, że całkowicie zapominają o tym drobnym fakcie, iż aparat czy tabela z wynikiem testów ma niewiele wspólnego z duchem obrazu. Ponieważ tak bardzo interesują się mierzeniem osiągów aparatów, przezwaliśmy ich "onanistami sprzętowymi".
[...] Mogą cieszyć się z zabawek, takich jak aparaty, dla samej przyjemności ich posiadania. Rzadko, jeżeli w ogóle, korzystają z nich w celach, do jakich zostały stworzone.
[...] Interesują się sprzętem dla samego sprzętu. Zagadają cię na śmierć, jeżeli tylko im pozwolisz. Jednak gdy wyrazisz chęć obejrzenia ich prac, cała odwaga natychmiast ich opuszcza. Mogą także pomyśleć, że chcesz zobaczyć ich aparaty.
Coś w tym jest. Gdzieś w internecie, nie mogę teraz przypomnieć sobie adresu strony, spotkałem się z innym określeniem tej grupy ludzi: fetyszysta. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie wtrącił swoich trzech groszy. Moim zdaniem, fetyszysta fotograficzny (sprzętowy) to nie to samo co onanista. Różnica jest kolosalna. Onanista interesuje się tylko sprzętem i jak to z onanistą bywa, z jego działalności nie ma żadnych owoców: cała para idzie w gwizdek.
Z fetyszystą jest inaczej. Fetyszysta fotograficzny czerpie przyjemność z fotografii wykonywanych tylko w jeden sposób. Może to być wybrany aparat, technika, sposób kadrowania, temat. Początkujący fetyszysta z pogardą, a przynajmniej z rezerwą, odnosi się do fotografii i fotografów używających innej techniki niż On. Wychodzi On z założenia, że tylko jego fetysz jest prawdziwy, a inni wyznają fałszywe bóstwa. Doświadczony akceptuje innych i skupia się wyłącznie na swojej miłości. Fetyszystą fotograficznym nie jest osoba lubiąca wybrane sposoby/techniki fotograficzne, czy samo robienie zdjęć. On uznaje swoją i tylko swoją technikę. Czasami, choć niezbyt często, zdarzają się fetyszyści z fiksacją na dwa (czasami trzy) tematy. Iż żywot jest jednak smutny i tragiczny: trawi ich nieustanna wewnętrzna walka pomiędzy fetyszami. Bywają przypadki tragiczne.
Bycie fetyszystą nie jest złe. Fetyszysta ma swój aparat/technikę/temat opanowany do perfekcji i zwykle jego zdjęcia są dobre. Często bardzo dobre, a wrecz genialne. Ich zaletą jest to, że zwykle są niegroźni dla otoczenia. Nie są agresywni, można z nimi rzeczowo porozmawiać, nauczyć się ciekawych rzeczy. Czasami nieświadomie zarażają innych swoim fetyszem. Fetyszysta czasami wykonuje też fotografie inne niż jego ukochane, lecz tylko, gdy życie go do tego zmusi. Zawsze z pogardą. Przykładem mogą być niektórzy zawodowcy. Wtedy staje się też często dziwką z felietonu Kena.
Fetyszy fotograficznych jest wiele. Poniżej lista najbardziej rozpowszechnionych:
- quadrofilia - kadrują zawsze w kwadracie, często w czerni i bieli, choć zdarzają się też quadrofile chromatyczni
- argentolizm - wykonują wyłącznie zdjęcia czarno białe techniką srebrową, czyli na klasyczych analogowych materiałach B&W
- luminofilia - fiksacja zbliżona do argentolizmu. Luminofile wykonują wyłącznie zdjącia B&W, lecz bez znaczenia jest dla nich technologia. Akceptują zarówno techniki analogowe jak i cyfrowe
- luminoquadrofilia - przypadek szczególny, złożenie dwóch pierwszych fetyszy: wyłącznie zdjęcia czarno białe kadrowane w kwadrat
- pinholizm - camera obscura to ich żywioł, przypadek szczególny argentolizmu
- nikonizm, canonizm i pentaksizm - dość łagodne fetysze, będące raczej ślepą wiarą w wyznawaną przez siebie markę aparatów fotograficznych
- fotoszopia - tej fiksacji nie trzeba chyba wyjaśniać, bez fotoszopa ani rusz
- macrofilia - zdjęcia makro, makro i jeszcze raz makro
To nie są wszystkie fiksacje. Jeśli znasz jeszcze jakieś, podziel się swoją wiedzą z innymi.
A ty, jesteś fetyszystą fotograficznym?
-
Udany powrót do wołania
OK, powrót do samodzielnego wywoływania filmów mam już za sobą. Tym razem udany, jeden film wywołany, wysuszony i pocięty właśnie się prostuje w encyklopedii. Drugi właśnie schnie sobie w najlepsze i czeka do jutra. Na razie są to naświetlenia sprzed kilku lat zawieruszone w lodówce, ale coś mi się wydaje, że wyciągnę analoga i popełnię kilka rolek. Może nawet w średnim formacie, gdyż szkoda, aby zmarnowała się rolka tak zacnego negatywu jak Agfa APX. Mam tylko problem: co z wywołanymi negatywami? W obecnym mieszkaniu, choć dużym, nie mam miejsca w którym mógłbym rozłożyć powiększalnik. Chyba muszę przekonać żonę do lekkiej przeróbki okna w łazience tak, aby można ją było zaciemnić. Co prawda mały obrazek mogę zanieść do labu, ale co ze średnim formatem? Nawet nie biorąc pod uwagę tych filmów, które może naświetlę, mam kilka rolek 6x6 które do tej pory nie trafiły do powiększalnika.
Myślałem o kupnie skanera z opcją skanowania negatywów, ale w kwocie jaką mogę na to wydać nie ma nic sensownego z opcją 6x6. Kiszka... Chyba jednak powiększalnik w łazience. Ktoś wie jak estetycznie zasłonić okno 130x120cm? Jakieś rzepy? Hmmm....
Tak zupełnie przypadko, mieszając co minutę koreksem zastanowiłem się, czemu lubię wywoływać filmy B&W. Myślałem, myślałem i wymyśliłem. Nie z powodu jakiejś mistycznej magii, duszy filmów srebrowych, przekonania, że tylko to jest prawdziwa fotografia, że tak jest trendy, jazzy, czy czoko. Nic z tych rzeczy.
Lubię wywoływać filmy B&W z dwóch powodów:
Po pierwsze, podoba mi się sam proces i jego przygotowanie. Trzeba dobrać recepturę, przygotować składniki, odmierzyć proporcje, przestrzegać rygoru mieszania, zalewania kolejnymi odczynnikami, płukania, patrzenia na zegarek. Do tego świadomość, że jak się pomylę, zdjęcia będą stracone. A jakby tego było mało, te kilkanaście minut odłącza mnie od otoczenia: taki odpoczynek dla przeładowanego niepotrzebnymi bodźcami mózgu.
Po drugie, lubię moment pierwszego spojrzenia na wywołany, jeszcze mokry, negatyw. Ta ciekawość co z tego wyszło, co jest na poszczególnych klatkach (szczególnie jeśli zdjęcia były zrobione jakiś czas temu). Czy ekspozycja była dobra, czy aby właściwie wywołany, co z kontrastem, czy już na negatywie wyłazi ziarno... Ten kto nigdy tego nie robił, raczej nie zrozumie. To tak jak filmem kolorowym oddanym do labu, tylko bardziej intensywnie, gdyż to ja byłem odpowiedzialny za wszystkie etapy: od włożenia filmu do aparatu aż do wyjęcia z ostatniego płukania.
-
XVII Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych w Szczecinie
W ostatni weekend, w Szczecinie, odbyła się XVII Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych. Ponieważ nie mam jakoś weny do długich wstępów, może z racji bardzo wczesnej godziny, oto krótka fotorelacja ze wspomnianej imprezy:








-
Nieudany powrót do wołania
Coś mnie napadło i po 4 czy 5 latach przerwy postanowiłem wrócić do samodzielnego wywoływania filmów B&W. Nawet znalazłem w lodówce kilka filmów sprzed 4 lat, które czekały (i się nie doczekały) na swoją kolej do wywołania.
Zrobiłem szybki przegląd akcesoriów:
- wywoływacz - jest (5 letni Rodinal, ale on się praktycznie nie starzeje)
- koreks - jest
- utrwalacz - 2 butelki przeterminowanego o 3,5 roku Fomadon U11
- ocet - jest w sklepie
- termometr - jest
- pipeta - jest
- słoiki się znalazły
- woda destylowana - brak, ale na początek starczy 2 razy przegotowana kranówa
No i zacząłem... przygotowałem wodę, wyciągnąłem końcówkę filmu, ustaliłem czasy wołania, proporcje chemii i tylko coś mi mówiło, że z utrwalaczem może coś być nie halo. I niestety okazało się, że faktycznie jest nie halo. Choć barwy nie zmienił, to utracił swoje właściwości. Moczenie końcówki filmu przez kilka minut nic nie dało. U11 do wywalenia. Wywoływanie szlag trafił. Mam nadzieję, że jutro jedyny sensowny sklep fotograficzny w Szczecinie będzie otwarty i kupię wywoływacz i zwilżacz...
Ironią losu jest to, że w sklepie fotograficznym dziś byłem, ale szkoda było mi wydać 19zł na U11 myśląc, że ten co mam jeszcze do czegoś się nadaje. Głupi dwa razy traci.
-
Prawo prasowe kontra internet, temat powraca
Jakiś czas temu (rok, dwa) polski internet zawżał. Na mocy prawa prasowego strony internetowe musiały być rejestrowane w sądzie jako czasopisma. Z tym wiązały się obowiązki i odpowiedzialność i tak dalej i tak dalej. Już myślałem, że sprawa umarła śmiercią naturalną, a tu prosze bardzo. Otwieram onet i widzę, że temat powraca. Otóż Onet powołując się na Rzepę pisze:
"Rzeczpospolita" ostrzega, że możliwe, iż wynikiem tych zmian będzie przymus obowiązkowej rejestracji większości stron "www", jeśli w myśl nowelizacji zostaną one uznane za publikacje prasowe.
W przypadku braku rejestracji, sąd będzie mógł nałożyć karę na osobę prowadzącą stronę internetową - czytamy w "Rzeczpospolitej".
Jak czytamy w serwisie VaGla.pl, w nowelizacji zmieniono definicję "prasy", zmieniono definicję "dziennika" i definicję "czasopisma" oraz definicję "wydawcy". wprowadzono przepisy, które mówią, że "publikacje prasowe ukazujące się wyłącznie w formie elektronicznej podlegają rejestracji...". Jak czytamy dalej w serwsie, w uzasadnieniu projektodawca zawarł "enigmatyczne tłumaczenie, że blogów ta regulacja ma nie dotyczyć". Jak jednak zauważa serwis, pojęcie "blog" nie zostało nigdzie zdefiniowane.
I zadaję sobie pytanie: czy szanowni politycy nie mogą choć na raz na jakiś czas się postarać? Pomyśleć? Skonsultować się z kimś kompetentnym jeśli sami tacy nie są? Mam nadzieję, że ktoś szybko to poprawi i będzie można zapomnieć o sprawie...


