Coś mnie napadło i po 4 czy 5 latach przerwy postanowiłem wrócić do samodzielnego wywoływania filmów B&W. Nawet znalazłem w lodówce kilka filmów sprzed 4 lat, które czekały (i się nie doczekały) na swoją kolej do wywołania.

Zrobiłem szybki przegląd akcesoriów:

  • wywoływacz - jest (5 letni Rodinal, ale on się praktycznie nie starzeje)
  • koreks - jest
  • utrwalacz - 2 butelki przeterminowanego o 3,5 roku Fomadon U11
  • ocet - jest w sklepie
  • termometr - jest
  • pipeta - jest
  • słoiki się znalazły
  • woda destylowana - brak, ale na początek starczy 2 razy przegotowana kranówa

No i zacząłem... przygotowałem wodę, wyciągnąłem końcówkę filmu, ustaliłem czasy wołania, proporcje chemii i tylko coś mi mówiło, że z utrwalaczem może coś być nie halo. I niestety okazało się, że faktycznie jest nie halo. Choć barwy nie zmienił, to utracił swoje właściwości. Moczenie końcówki filmu przez kilka minut nic nie dało. U11 do wywalenia. Wywoływanie szlag trafił. Mam nadzieję, że jutro jedyny sensowny sklep fotograficzny w Szczecinie będzie otwarty i kupię wywoływacz i zwilżacz...

Ironią losu jest to, że w sklepie fotograficznym dziś byłem, ale szkoda było mi wydać 19zł na U11 myśląc, że ten co mam jeszcze do czegoś się nadaje. Głupi dwa razy traci.