-
Apple Safari - podejście drugie
Gdy w zeszłym roku robiłem pierwsze podejście do przeglądarki internetowej pachnącej jabłuszkiem (mowa oczywiście o Apple Safari) nie byłem z tej przygody zadowolony. Najbardziej denerwowało mnie zawsze włączone wygładzanie czcionek oraz raczej słaba wydajność samej przeglądarki. Kilka dni temu ponownie postanowiłem zapoznać się z 'jabłkową przeglądarką' i zainstalowałem Safari 4 Public Beta, która bardzo miło mnie rozczarowała.
Po pierwsze, ktoś poszedł po rozum do głowy i domyślny stopień wygładzania czcionek jest dziedziczony z ustawień Windows. Co prawda można to regulować, ale już nie za pomocą suwaczka, tylko kilku sensownych ustawień. Wyłączyć co prawda jawnie nie można, ale przestało to przeszkadzać.
Po drugie, szybkość pracy. Safari 4 jest szybka. Zdecydowanie szybsza od Firefox 3, o takich koszmarkach jak Internet Explorer nie wspominając (do Opery nie porównywałem). Przeglądanie stron byłoby prawdziwą przyjemnością gdyby nie drobne ale: domyślny ekran startowy z miniaturami stron szybki już nie jest. Poza tym, klasa wyścigowa.
-
Olympus E-620
Nowa lustrzanka cyfrowa firmy Olympus, oznaczona symbolem E-620 jest produktem skierowanym zarówno do początkujących fotografów, jak również do tych, którzy fotografią pasjonują się już od jakiegoś czasu.
Aparat wyposażono w matrycę 12 Mpix oraz 2,7-calowy odchylany wyświetlacz. Sprzęt waży zaledwie 475 g, co czyni go najlżejszą obecnie cyfrową lustrzanką ze stabilizacją obrazu. Do wyboru są trzy tryby stabilizacji: standardowa, do zdjęć seryjnych oraz do ujęć w pozycji pionowej. E-620 udostępnia użytkownikowi zestaw programowych filtrów (Pin Hole, Grainy Film, Light Tone, Pale Light & Color, Soft Focus oraz Pop Art), które dostępne są poprzez kółko wyboru. Lustrzanka oferuje 7-punktowy autofocus, funkcję śledzenia twarzy oraz 13 ustawień tematycznych (w tym dwa do zdjęć podwodnych).
Olympus E-620 w sklepach znajdzie się w maju tego roku. Cena samego korpusu to 700$. Za 100$ więcej otrzymamy dodatkowo obiektyw 14-42mm f3.5-5.6.
Źródło: 4press.pl
-
Nowy rodzaj klawiatury
Kupiłem wczoraj nową klawiaturę i oto co ujrzały me oczy:
Mam teraz dylemat: reklamować, czy zignorować licząc, że za kilka lat stanie się przedmiotem kolekcjonerskim...
-
Ludzie od IT i czas wolny
-
Skaner do negatywów: Film 2 SD
Urządzenie Film 2 SD Negative Scanner jest domowych skanerem do negatywów. Skaner pozwala przenieść zawartość kliszy filmowej bezpośrednio na kartę SD. Pomocny w tym procesie jest zintegrowany wyświetlacz LCD, na którym można zobaczyć efekty pracy. Produkt jest sprzedawany w komplecie z karta pamięci SD o pojemności 1GB, mogącą pomieścić około 700 zdjęć w rozdzielczości 5 Mpix.
W zamyśle, urządzenie zostało stworzone dla osób posiadających na dnie szuflady garść starych negatywów, które chciałyby samemu przenieść je do postaci cyfrowej. I chyba dla nikogo więcej, gdyż podejrzewam, że z jakością skanów nie jest najlepiej, a urządzenie nie daje możliwości ręcznej ingerencji w ustawienia skanowania jak ma to miejsce w dedykowanym oprogramowaniu do skanowania negatywów.
Dość długo zastanawiałem się, czy powyższy gadżet zamieścić w dziale Crapgadżet, czy jednak nie. Skończyło się na decyzji, że jednak nie musi to być bezsensowny gadżet, jeśli spełniony zostanie jeden warunek: jakość skanów nie jest tragiczna. Sieć na temat jakości tego czegoś milczy. Szkoda...
Źródło: 4press.pl
-
Wędrówki z aparatem i bez
Złapałem nowego bakcyla: wędrówki po polach i lasach. Nie jest to trekking, nordic walking, czy inne wymyśle wariacje na temat chodzenia. Po prostu, zakładam buty, kurtkę, biorę trochę prowiantu, wodę, czasami trochę alkoholu w piersiówce, aparat i idę. Raz w lewo, raz w prawo. W sumie w mojej wsi gdzie nie pójdę są pola i lasy więc jest w czym wybierać.
W związku z tym moim łażeniem doszedłem do kilku ciekawych wniosków. Po pierwsze, buty są ważne, ale chyba ważniejsze są jednak skarpetki. Kupiłem sobie buty do chodzenia (znów nie napiszę trekkingu) ze średniej półki i póki nie kupiłem dobrych skarpet, byłem średnio z nich zadowolony. Dla próby założyłem dobre skarpety do słabych butów i stał się cud: chodziło się lepiej niż tych lepszych ale z kiepskimi skarpetami.
Po drugie, tak sobie łażąc można spotkać ciekawe zwierzaki. O sarnach i dzikach nie będę pisał, bo to dla mnie oklepany temat. Mam tego dziesiątki sztuk za oknem. Lis i bażant jest dla mnie trochę mniej powszednim widokiem. Ale zdarzają się smaczki: na środku pola spotkałem młodego orła bielika. Siedział sobie na ziemi i nie uciekał. Poszedłem do niego na jakieś 20-30 metrów (miałem szczęście, bo siedział do mnie tyłem i chyba byłem na tyle cicho że nie usłyszał mnie od razu). Jestem pod wielkim wrażeniem rozmiarów tego drapieżnika. Kto nie dział go w locie kilka metrów nad ziemią i kilka metrów od siebie ten raczej nie będzie wiedział o czym piszę. Bielik jest 'gigantyczno-majestatyczny'!
-
No i mamy zimę pełną gębą
Po raz kolejny w tym sezonie przyszła zima. Jak na mokry i ciepły Szczecin już sam fakt, że śnieg spadł i nie stopniał tego samego dnia to duże osiągnięcie. Tym razem spadł kilka dni temu, dalej pada i średnio się roztapia. Z jednej strony miło, z drugiej, tęsknię za ciepłem...
-
Crapgadżet: Digi-Mug - Digital Photo Frame Mug
No i proszę... Na rynku (zakładam, że jeszcze nie naszym) pojawił się kolejny gadżet o wątpliwej przydatności: kubek z wbudowaną cyfrową ramką na zdjęcia: Digital Photo Frame Mug.
To "cudo" ma mieć ekran LCD 1.5", 1MB pamięci i zasilanie z baterii litowo-jonowej. Zakładam, że podłączane jest po USB (ciekawe jak to uszczelnili) i jak głoszą newsy, jest kompatybilne z Windows 2000 i XP (znaczy się komuś nie chciało napisać się sterownika, a Visty nie było w pobliżu).
A teraz szczerze: po co to komu?
Źródło: newlaunches
-
Crapgadżet: Ray Flash
Kilka dni temu w wielu serwisach pojawił się news o nowym akcesorium fotograficznym: Ray Flash, czyli nasadce na zewnętrzną lampę błyskową przekształcającą ją w namiastkę lampy pierścieniowej.
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że może to być ciekawe i przydatne akcesorium. W końcu ze zwykłej lampy robie pierścieniową. Oszczędzamy pieniądze i miejsce w torbie. Pewien problem pojawia się jak popatrzymy na cenę tego cuda: około 200$. Czyli przy dzisiejszym kursie dolara ponad 700zł. To już dużo, a jak nam się zechce sprowadzić legalnie z 'hameryki' to jeszcze trzeba dodać VAT i cło. To już olbrzymie pieniądze. Dokładając drugie tyle można kupić prawdziwą lampę pierścieniową renomowanego producenta. A za 300zł-400zł lampę pierścieniową marki 'chiński wynalazek', która też będzie działać!
Pisząc o Ray Flash muszę poruszyć jeszcze jeden temat: różnica pomiędzy ceną wytworzenia i opracowania towaru (przeliczając na jedną sztukę), a ceną dla odbiorcy końcowego. Ten kto myśli, że są to wartości zbliżone ten się grubo myli (ok, nie zawsze, ale w większości przypadków, szczególnie dla plastikowych gadżetów, ubrań i tak dalej). Różnica pomiędzy kosztem wytworzenia towaru a jego sprzedaży jest kolosalna. Dokładnych wartości oczywiście nikt nigdy nie poda, ale można się domyślać, że wykonanie 4-5 kawałków Ray Flash z 2-3 rodzajów plastiku na formie wtryskowej, a później poskładanie, zapakowanie i dystrybucja, oraz marża nie kosztuje 200$. Nie kosztuje nawet 20$, a pewnie wynosi nawet mniej niż 10$...
-
Zdjęcie bez komentarza: pocke PC








