Kilka dni temu w wielu serwisach pojawił się news o nowym akcesorium fotograficznym: Ray Flash, czyli nasadce na zewnętrzną lampę błyskową przekształcającą ją w namiastkę lampy pierścieniowej.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że może to być ciekawe i przydatne akcesorium. W końcu ze zwykłej lampy robie pierścieniową. Oszczędzamy pieniądze i miejsce w torbie. Pewien problem pojawia się jak popatrzymy na cenę tego cuda: około 200$. Czyli przy dzisiejszym kursie dolara ponad 700zł. To już dużo, a jak nam się zechce sprowadzić legalnie z 'hameryki' to jeszcze trzeba dodać VAT i cło. To już olbrzymie pieniądze. Dokładając drugie tyle można kupić prawdziwą lampę pierścieniową renomowanego producenta. A za 300zł-400zł lampę pierścieniową marki 'chiński wynalazek', która też będzie działać!

Pisząc o Ray Flash muszę poruszyć jeszcze jeden temat: różnica pomiędzy ceną wytworzenia i opracowania towaru (przeliczając na jedną sztukę), a ceną dla odbiorcy końcowego. Ten kto myśli, że są to wartości zbliżone ten się grubo myli (ok, nie zawsze, ale w większości przypadków, szczególnie dla plastikowych gadżetów, ubrań i tak dalej). Różnica pomiędzy kosztem wytworzenia towaru a jego sprzedaży jest kolosalna. Dokładnych wartości oczywiście nikt nigdy nie poda, ale można się domyślać, że wykonanie 4-5 kawałków Ray Flash z 2-3 rodzajów plastiku na formie wtryskowej, a później poskładanie, zapakowanie i dystrybucja, oraz marża nie kosztuje 200$. Nie kosztuje nawet 20$, a pewnie wynosi nawet mniej niż 10$...