-
Czy ja robię dobre zdjęcia?
Naszło mnie wczoraj pytanie: 'Czy ja robię dobre zdjęcia?'. Pomyślałem trochę, przejrzałem moje fotografie i doszedłem do smutnego wniosku: niestety ja nie robię dobrych zdjęć. Smutne to, acz prawdziwe.
Po pierwsze, taki ze mnie artysta jak z koziej rzyci klarnet. Powiem więcej, jestem antyartysta. Zbyt dobrze mam chyba poukładane te cholerne trybiki w głowie. Kręcą się wszystkie zgodnie z zasadami fizyki i logiki i za nic nie chcą przestawić się na artyzm w artystycznym tego słowa znaczeniu. No za cholerę nie mogę dodać moim zdjęciom tego czegoś, co zrobiłoby z nich sztukę (nie mylić ze sztuką mięsa).
Po drugie, warsztat (uwaga, pisząc warsztat nie mam na myśli sprzęt!). To, że wiem jak coś działa nie znaczy, że potrafię to dobrze wykorzystać w celu stworzenia dobrego zdjęcia. Akurat warsztat dałoby się załatwić ćwicząc, ćwicząc i jeszcze raz ćwicząc, a później zaczynając od początku po konstruktywnej krytyce Mistrza. Tyle, że pojawia się seria problemów. Nie mam czasu, nie mam ochoty, przekształcać hobby w ciężką pracę. No i leniwy jestem.
Po trzecie, tak naprawdę, lubię robić zdjęcia głównie dla samego faktu zrobienia go. Największą poziom ekscytacji mój umysł osiąga ułamek sekundy przed wciśnięciem spustu migawki. Uwielbiam przeciągać zrobienie zdjęcia. Trzymam palec na spuście, kadr ustawiony, wszystko gotowe, a ja czekam... Nie czekam na przypływ weny twórczej, boską interwencję, nie modlę się o dobre zdjęcie. Po prostu lubię ten moment: teraz tylko wcisnąć spust i ... I nie jest to chyba oznaką dobrego fotografa :) Po fakcie zrobienia zdjęcia jest już gorzej. Przejrzę co popełniłem, usunę co gorsze, czasami obrobię i tyle... Bo zwykle jak porównam moje 'dzieło' do prac dobrych fotografów, to widzę kolosalną różnicę.
Czy te trzy powody oznaczają, że powienienem przestać robić zdjęcia? Oj nie nie... One tylko mówią, że nie robię dobrych zdjęć. A przynajmniej tak dobrych jakbym chciał. Lubię robić zdjęcia i będę je robił. Tylko obmywam jest z warstewki naciąganego artyzmu i fałszywego przeświadczenia w siłę ich przekazu.
Inną sprawą jest to, czy moje zdjęcia podobają sie innym. Nie wykluczam, że mogą się podobać, może nawet mam grupę swoich odbiorców, tylko jeszcze o niej nie wiem. Jak komuś się podobają, to niech się zgłosi i połechcze moje ego. Będzie mi miło....
-
DIY: studyjny ekran odblaskowy z rurek PCV
Wyposażam domowe 'studio' fotograficzne. Powoli kompletuję oświetlenie, tła i inne przydatne narzędzia. W zasadzie wszystkie rzeczy można kupić gotowe, ale czemu mam iść na łatwiznę? Lubię majsterkować, a każdy grosz jest na wagę złota. Czemu nie połączyć przyjemnego z pożytecznym i części elementów nie wykonać samemu?
Na pierwszy ogień poszedł ekran odblaskowy. Taka duża blenda studyjna. Do konstrukcji szkieletu ekranu użyłem rurek hydraulicznych PCV. Są relatywnie tanie, lekkie, proste w łączeniu i obróbce. Trochę danych technicznych mojego ekranu:
- ekran:
- wysokość: około 130cm
- szerokość: około 65cm
- statyw:
- wysokość: około 150cm
- szerokość: około 80cm
- ekran obracany
- możliwość rozłożenia i schowania 'na płasko'
- ekran:
-
DIY: mocowanie teł fotograficznych na statywy oświetleniowe
Każdy, kto w pewnym momencie swojej przygody z fotografią zapragnie posiadać w domu namiastkę studia fotograficznego, stanie przed problemem wyboru teł. Tła są różne. Tanie, drogie, papierowe, plastikowe, duże, małe. Każde tło trzeba jednak jakoś zamocować aby mogło spełniać swoją rolę. A gotowe systemy zawieszania teł do tanich nie należą. Oj nie... Na szczęście, nie ma takiej rury, której nie można odetkać, czyli czemu nie improwizować?
-
Umarł Król, niech żyje Chrome
O wielu lat jestem zwolennikiem przeglądarki internetowej Mozilla Firefox. Stałem się nim, gdy Firefox nie nazywał się Firefox a Firebird. Używam Firefoxa od wersji chyba 0.5 i obecnie nie wyobrażam sobie pracy jako web developer bez tej przeglądarki i pluginu FireBug.
Tym co przekonało do FF była szybkość pracy, lekkość, karty, bezpieczeństwo... Niestety, ostatnimi czasy FF zapomniał o swoich zaletach. Z wersji na wersję stawał się coraz większy i większy. OK, dalej był szybszy w pracy od Internet Explorera (samo zło), lecz to, jak długo się uruchamiał i ile zajmował pamięci operacyjnej stawało się koszmarem. Wystarczyło poużywać trochę jakiejś zaawansowanej strony internetowej obficie wykorzystującej Ajax i po godzinie moja ulubiona przeglądarka zajmowała jakieś 400MB pamięci operacyjnej (nie licząc pamięci wirtualnej). Samo uruchamianie potrafiło trwać nawet minutę. Jak na 'najlepszą' przeglądarkę na rynku to trochę za dużo. OK, nie mam najszybszego komputera, gdyż używam głównie 2 letniego notebooka z Celeronem M430 i 2GB pamięci, ale na dużo wydajniejszym komputerze stacjonarnym też nie było znacznie lepiej.
-
Podstawy fotografii z lampą błyskową
Wstęp
Drodzy czytelnicy, dziś będzie o lampach błyskowych. Trochę o ich zasadzie działania, kontroli błysku, wykorzystaniu w zdjęciach w pomieszczeniach i plenerze. Nie zabraknie też odrobiny matematyki, ale obiecuję, że nie będzie bolało. Skupimy się na lampach z gorącą stopką, czyli takich przeznaczonych do bezpośredniej pracy z aparatem fotograficznym, zostawiając lampy studyjne na boku. To zupełnie inne zagadnienie, choć większość założeń będzie wspólna dla obu typów.
Podstawy, budowa, zasada działania
Zaczynamy. Lampa błyskowa jest przenośnym źródłem światła do zastosowań fotograficznych. Od światła ciągłego (słońce, żarówka, świetlówka) odróżnia ją to, że generowane przez nią błysk jest po pierwsze bardzo mocny, a po drugie bardzo krótki (tysięczne części sekundy). Ten bardzo krótki błysk musi dostarczyć wystarczająca ilość światła do fotogrowanego obiektu, aby starczyło go do poprawnego naświetlenia sceny. W związku z krótkim czasem błysku wiąże się kilka ważnych dla fotografa rzeczy, ale o tym w dalszej części tekstu.
Lampa błyskowa (pomijamy żarówki spaleniowe, magnezję i inne archaiczne wynalazki) zawsze składa się z trzech głównych elementów:
- palnika ksenonowego będącego źródłem światła
- kondensatora gromadzącego ładunek elektryczny potrzebny na wytworzenie błysku w palniku
- przetwornicy podwyższającej napięcie zasilania lampy (na kilkaset wolt) w celu przechowania w kondensatorze i późniejszego przekazania do palnika
-
Przerwa techniczna jeśli można tak powiedzieć
Mam chyba pecha do hostingu. O 'przygodach' w nazwa.pl już pisałem, wczoraj i dziś z rana posłuszeństwa odmówił serwer obecnego providera zza Wielkiej Wody. Obciążenie niby niewielkie, a co chwila 'Internal Error 500' lub kosmiczny czas oczekiwania na odpowiedz apache. Jakże miła osoba z supportu odpisała (w wolnym tłumaczeniu) 'nie wiemy o co biega, też to widzimy, będziemy patrzeć'. No i chyba popatrzeli, bo w sumie naprawili, a przynajmniej poprawili i wygląda na to, że teraz działa normalnie. Ok, trochę pomogłem serwerowi włączając WP Super Cache. Zobaczymy co się będzie działo później...
Z innych informacji parafialnych, zrobiłem ostatnio upgrade Wordpress'a do wersji 2.7.1 (poprzednio coś w okolicach 2.5.1). I co? I nic. Wszystko działa, a przynajmniej tak się wydaje. Od strony czytelnika nic się nie zmieniło, od strony zarządzania blogiem autorzy WP zrobili generalną zmianę interface'u użytkownika. Czy na lepsze, jeszcze nie wiem, trzeba będzie najpierw się przyzwyczaić.
PS. Serwer dalej ma czkawkę. Support twierdzi, że (w wolnym tłumaczeniu) 'wiemy trochę więcej, albo nie wiemy nic i mamy to gdzieś'. Ech... Zostaje tylko czekać na poprawę sytuacji.
-
Zdjęcie bez komentarza
-
Z życia wzięte: czas napierdalania
Źródło: Grono.net
-
Moje szpeje: Lubitel 166 Universal
Cykl 'Moje szpeje' powraca. Tym razem będzie o genialnym aparacie fotograficznym rodem z ZSRR: Lomo Lubitel 166 Universal (oryginał, a nie podobo wznowiona wersja pod lomografię).
Lubitela kupiłem jakieś 5-6 lat temu za w sumie śmieszną kwotę 40zł i po pierwszym użyciu zakochałem się w nim. Chyba żaden inny aparat fotograficzny nie dawał mi tyle frajdy z fotografowania.
Dwa obiektywy, konieczność trzymania aparatu na brzuchu przy kadrowaniu, na 'matówce' (w sumie nie jest to matówka) obraz w odbiciu lutrzanym i kwadratowy kard. A do tego brak światłomierza i konieczność faktycznego skupienia się na zdjęciu. Dopełnieniem frajdy było samodzielne wywoływanie filmów i robienie odbitek. Co pradwa obecenie Lubitel leży nieużywany (brak czasu na samodzielne wolanie), ale coś czuję, że wkrótce do niego wrócę...
-
Zdjęcie bez komentarza




