• Czego nie można zrobić z Raspberry Pi?

    Raspberry Pi przebojem podbija świat. Komputerek wielkości karty kredytowej jest prawdziwym hitem. Fabryki nie nadążają z produkcją, a na zamówienia od oficjalnych dystrybutorów czeka się kilka tygodni. Dlaczego? Co takiego niezwykłego jest w malutkim komputerze o wydajności procesora porównywalnej z Pentium II 300MHz i sprzętowym dekoderze x264?

    Jeśli popatrzymy na same podzespoły z jakich jest złożony, to nie ma w nim absolutnie nic ciekawego. Procesor ARM7, 256 lub 512 (w nowych wersjach) MB pamięci RAM, 2 porty USB, HDMI, dźwięk i port LAN. Współczesne telefony potrafią mieć potężniejsze wnętrzności (nie licząc USB i LAN) niż Raspberry Pi. A jednak stosunkowo niska cena, całkiem spory wybór oprogramowania i "potencjalność" małej płytki z przylutowanymi układami sprawiają, że dla wielu jest on objawieniem mijającego roku.

    W cyklu wpisów przedstawię kilka pomysłów na wykorzystanie Raspberry Pi, lecz zacznijmy od rzeczy przykrych, czyli do czego raczej nie użyjemy RPi ze względu na jego ograniczenia:

    1. RPi nie zastąpi "normalnego" komputera. Da się oczywiście uruchomić Raspbiana w trybie graficznym, używać myszki,  przeglądarki internetowej, lecz jest to P.O.W.O.L.N.E. Bardzo. Mi się odechciało po kilku minutach. Zapominamy o tym i kropka,
    2. Na RPi nie postawimy sensownego serwera WWW. Jakiś postawimy. Jest Apache, jest PHP, MySQL. Wszystko jest. Tyle tylko, że wydajność słabiutka. O ile jeszcze z serwowaniem statycznych htmli jakoś sobie to radzi i osiągałem nawet wynik na poziomie 100req/s. Całkiem nieźle jak na takie maleństwo. Niestety, uruchomienie prostego skryptu PHP obniżyło ten wynik 50 krotnie o 2,1req/s. A to nawet bez podłączenia do MySQL. O tym więc zapominamy, choć jakąś prostą stronę domową można na tym trzymać. A włączenie APC z oficjalnych źródeł generowało co chwila 'Segmentation fault",
    3. Mikrokontrolerów i innych specjalizowanych układów, gdyż jest zbyt duże/zbyt szybkie/za drogie i pobiera zbyt dużo prądu.

    Jeśli więc nie zastąpi tych trzech rzeczy, a lista jest zapewne dużo dłuższa, to co zastąpi? Trochę tego i trochę tamtego. Lecz od zastępowania ważniejsze są nowe drogi które otworzy. Ale o tym za jakiś czas.

  • Oficjalny CyanogenMod 10 dla LG P970 Swift Black

    Od 13 listopada dostępna jest oficjalna wersja CyanogenMod 10 dla słuchawki LG P970 Swift Black. Sam testuję tą wersję od tygodnia i przykrością muszę stwierdzić, że wypuszczenie officiala było przedwczesnym posunięciem.

    Stabilność jest średnia. O ile do stabilności aplikacji jako takich nie mogę się przyczepić, to są poważne problemy z obsługą podstawowych funkcji. W ciągu 7 dni telefon powiesił się:

    • 2 razy po zakończeniu połączenia ekran pozostawał wygaszony i nie reagował na przyciski, pomogło dopiero wyjęcie baterii,
    • 3 podczas obsługi paska powiadomień w telefonie uaktywniała się popularna wibra, telefon pozostawał responsywny przez kilka chwil, a później blokował się na aktualnym ekranie bez jakiejkolwiek reakcji na przyciski. Pomagało jedynie wyjęcie baterii.

    Co ciekawsze, są to błędy nowe. Wersja CM10 z jakiej korzystałem poprzednio, czyli cm-10-20121023 była ich pozbawiona i dużo bardziej stabilna. Taka mała ciekawostka. No nic. Za tydzień wgram najnowszy build nightly i zobaczymy co udało się naprawić, a co popsuć.

  • Raspberry Pi właśnie przyjechało

    Właśnie przyjechały do mnie zamówione kilka tygodni temu Raspberry Pi model B z 512MB pamięci. Muszę przyznać, że na pierwszy rzut oka komputerek wygląda nadzwyczaj niepozornie. Tym bardziej niepozorne jest pudełko. 

    Minimalizm w każdym calu. Choć zestaw wejść wbrew pozorom imponuje.

    Coś czuję, że czekam mnie długi wieczór spędzony na poznawaniu najnowszego nabytku. Na razie postawiłem na nim Raspbmc, czyli jedną z paczek znanego i lubianego (albo i nie) XBMC. Trudno to dobrze ocenić po kilku minutach zabawy, więc podsumuje tak: działa.

  • Niskie ceny w banku Depositphotos

    artykuł sponsorowany

    Coraz częściej potrzebujemy odpowiednich zdjęć, które wykorzystujemy do reklam, projektowania stron czy wzbogacania treści. Sama treść, nawet najbardziej atrakcyjna nie przyciągnie w odpowiednim stopniu oka czytelnika jeśli obok nie będzie interesującej grafiki, powiązanej z danym tematem. Z tego powodu, coraz więcej osób, nawet tych, którzy prowadzą strony, blogi hobbistycznie korzysta z banków zdjęć stockowych. Do dyspozycji mamy darmowe banki, w których możemy pobierać pliki za darmo, jednak nie zawsze znajdujemy w nich to co może nas interesować.

    Przeglądając oferty płatnych banków stockowych nie tylko zwracamy uwagę na ich jakość, ale bardzo duże znacznie ma dla nas odpowiednia cena. Jeśli chodzi o tańsze rozwiązania do dyspozycji mamy bank zdjęć Depositphotos. W cenniku widać, że przy zakupie pojedynczych plików ceny zaczynają się już od 0,18 dolara, natomiast jeśli zdecydujemy się na abonament za 69 dolarów możemy wykupić subskrypcję na miesiąc, podczas której będziemy mogli pobierać 5 plików każdego dnia. Jak widać ceny zdjęć są atrakcyjne i konkurencja ma obecnie twardy orzech do zgryzienia. Oczywiście Depositphotos wprowadzając niskie ceny zdjęć ma tym samym mniej korzystną propozycję dla dostawców. Jeśli sprzedaje tanio, prowizja dla dostawców jest odpowiednio niższa w porówaniu do konkurencji. Mimo tego baza zdjęć cały czas się rozwija i niedawno osiągnęła 10 milionów plików.

    W zasobach znajdziemy Yuri Arcurs portfolio czy prace wielu innych znanych twórców, tym bardziej propozycja sprzedaży zdjęć na licencji royaltyy free może być bardzo ciekawa. Z danych znalezionych w sieci Depositphotos nie ma największego udziału w sprzedaży zdjęć stockowych w naszym kraju, ale jest to stosunkowo nowy i przede wszystkim zagraniczny bank. Zapotrzebowanie na zdjęcia
    stockowe jest coraz większe, dlatego konkurencja również powinna się zwiększać, co jest oczywiście bardzo korzystne dla zainteresowanych kupnem takich plików.

  • O moim wystąpieniu na Netcampie po raz trzeci

    Zgodnie z zapowiedzią, zamieszczam wideo z mojego wystąpienia na Netcampie, czyli cyklicznych spotkaniach branży IT ze Szczecina. Tytuł wystąpienia: "Czy łatwo jest zbudować nowego Google, czyli jak działają wyszukiwarki internetowe"

  • 4 tygodnie temu

    image

  • Kiedy kod jest bez sensu?

    Kiedy kod jest bez sensu? Obiawów może być wiele, a jednym z nich jest moment w którym zdajesz sobie sprawę, że to co piszesz jest złe, ale tak długo jak działa nie chce ci się tego poprawiać.

  • Chyba nie o to chodziło twórcom

    Zmagam się z Drupalem. Bo muszę. I im dłużej się z nim zmagam, tym bardziej dochodzę do wiosku, że tym co im naprawdę wyszło w tym systemie są Typy Zawartości. Gdy potraktować je właściwie, nagle okazuje się, że mamy do dyspozycji zgrabny ORM i to jeszcze udający trochę noSql. I tylko szkoda, że tyle innych rzeczy przyprawia mnie tam o ból głowy.

  • Otwarcie

    image

  • Byłem prelegentem na Netcampie (znów)

    Tak jak pisałem na początku miesiąca, 18 października po raz drugi miałem przyjemność być prelegentem na Netcampie, czyli cyklicznych spotkaniach branży IT ze Szczecina. Tym razem z prezentacją pod tytułem "Czy łatwo jest zbudować nowego Google, czyli jak działają wyszukiwarki internetowe".

    O czym mówiłem? Trochę o tym, dlaczego jest Google, a potem długo, długo nic. Przedstawiłem część problemów związanych z działaniem robotów, wyłuskiwaniem treści z zawartości strony, poszukiwaniem słów kluczowych, stemmingiem i zapisywaniem tego wszystkiego na serwerach. Za kilka dni powinno być dostępne nagranie z prezentacji (o czym nie omieszkam poinformować). Teraz udostępniam samą prezentację.

    Ponieważ nie jestem fanem PowerPoint, prezentację przygotowałem w HTML5 za pomocą biblioteki reveal.js. Sama prezentacja jest dostępna pod tym adresem.