Analogi magii nie mają...
O duszy i magii aparatów fotograficznych już pisałem. Dziś napiszę jeszcze raz. Krócej, bardziej konkretnie, skrótowo nawet.
Wprowadzenie
W celu wprowadzenia czytelnika w sytuację: coś mnie tknęło i postanowiłem powrócić do analoga, B&W, srebra i tak dalej. Zrobiłem remanent filmów, aparatów, innych szpei. Wyszło na to, że sprawne mam 1 i trzy czwarte zestawu analogowego na film 135:
- Praktica LTL3 w stanie bdb, tyle że czasami lubi sobie film porysować i miewa problemy z naciągiem
- Zenit ET, ale nie jestem masochistą i czasami coś mu się z migawką kaszani
- Canomatic (!), ale jak pisałem, nie jestem masochistą!
- Nikon F55 prawie funkiel nówka
Nie muszę chyba wyjaśniać czemu wybrałem F55. Z powyższych aparatów zdecydowanie najlepszy, choć to model bardzo, ale to bardzo prosty. Ale jak pod niego podłączyć Nikkona 50mm f/1.8D to mniam, mniam... można zapomnieć o prostocie i cieszyć się doskonałym szkłem! Tak przynajmniej mi się wydawało.
Miejsce akcji
Wziąłem dzień urlopu i w ramach akcji 'Raz w miesiącu wyrwij się z domu' pojechałem do Stargardu (o czym może popełnię osobny wpis) na wycieczkę. Jak się okazało Stargard fajne miejsce, więc dziarsko wyjąłem z plecaka Nikona, załadowałem Ilforda i wziąłem się do roboty...
Część właściwa
Magia mnie opuściła, wątpię nawet, czy kiedykolwiek zamieszkiwała mojego F55. Czemu? Bo ja jestem człowiek wygodny, można powiedzieć: leniwy. Lubie kiedy narzędzia mi pomagają, a nie przeszkadzają. A to narzędzie przeszkadzało. Zamiast radośnie robić zdjęcia musiałem zmagać się z ułomnością body. Blokada ekspozycji? Podgląd DOF? Dwa pokrętła? Wygodny uchwyt? Zapomnij... Może body ze średniej klasy mnie zboczyło, a raczej zrobiło wybrednym, ale wbrew temu co twierdzą niektórzy, body też jest ważne. Howgh!
Co ciekawe, podobnych odczuć nie miałem używając ostatnio Lubitela 166, w porównaniu z którym F55 jest mistrzem ergonomii. Czyżby magię mogły mieć tylko analogi bez grama elektroniki w środku? Możliwe...
Wracając do tematu: zdjęcia powstały. Film czeka w lodówce na spadek temperatury otoczenia i nową butelkę octu (ostatnia posłużyła do usuwania kamienia z baterii umywalkowych). Co z nich wyjdzie? To już ta część związana z magią :)