Właśnie... po co mi Photoshop? W "światku" grafików i fotografów słowo photoshop, czy też spolszczone 'fotoszop' urosło do rangi synonimu programu graficznego. Zupełnie jakby jedynym słusznym programem do obróbki grafiki rastrowej był właśnie Adobe Photoshop, i to najlepiej w najnowszej i najbardziej wypasionej wersji kosztującej grube tysiące.

Śmieszniej się robi, gdy okazuje się, że większość fanatyków fotoszopa to amatorzy (bez urazy, o znaczeniu tego słowa pisałem tutaj) których działalność ogranicza się do przekadrowania, zmiany nasycenia, jasności, czy dodanie ramki. Ludzie, zastanówcie się, czy naprawdę jest Wam potrzebne tak potężne narzędzie kosztujące tyle kasy (no przyznać sie, ile osób ma legalną wersję?).

Nie odrzucam koniecznoście obróbki zdjęć w programach graficznych, sam to często robię, bo inaczej po prostu się nie da. Jak głosi stare przysłowie "liczmy siły na zamiary" dostosujmy program do zastosowań. Używałem kiedyś Photoshopa, muszę przyznać, że dobrym i potężnym narzędziem jest. Jeśli jednak nie bawimy się w retusze i inne zaawansowane operacje, zastanówmy się na darmowymi narzędziami.

Już słyszę głosy: Ale GIMP jest beeee... Nie jest be, jest tylko skomplikowany w obsłudze, choć ostatnia wersja poprawiła trochę sytuację. GIMPa nie będę polecał, polecę coś innego: Paint.NET.

O ile Paint.NET w wersji podstawowej ilością funkcji obróbki obrazu nie powala na kolana, to mnogość różnych pluginów znacznie poprawia sytuację. Trzeba je tylko pobrać, wgrać do katalogu i w kilka minut oprócz podstawowych funkcji graficznych dostajemy zaawansowane narzędzie do odzyskiwania cieni i prześwietleń, wyostrzania i tak dalej, i tak dalej...

Z powodzieniem używam P.N od półtora roku i tylko raz miałem konieczność sięgnięcia po bardziej zaawansowane narzędzie (padło na GIMPa). W 99% przypadków P.N sprawdzi się doskonale!