Ostatnich kilka tygodni minęło pod znakiem dwóch kół i łańcucha. A głównym elementem był remont generalny starego roweru, który dostaliśmy od sąsiadki. Dzięki Iza. Wyglądał on tak:

Mogło by się wydawać, że całkiem porządnie, niestety nie było tak różowo. Kilka lat trzymania w kiepskich warunkach zrobiło swoje i w ostatecznym rozrachunku, z oryginalnego roweru mało zostało: rama, widelec, kierownica, siodełko, koła. Cała reszta była w kiepskim stanie technicznym i/lub wizualnym i wymagała wymiany. Rama także klasyfikowała się do ponownego lakierowania, więc kilka pierwszych dni zajęło mi usunięcie starego lakieru. A właściwie starych lakierów, bo okazało się, że rower był w oryginale czerwony, a później ktoś go nieumiejętnie przemalował na biało. W efekcie, rama i widelec ewoluowały:

 

 

 

Koniec końców, malowanie pochłonęło 4 puszki lakierów samochodowych Dupli Color (podkład, 2 puszki białego i 1 bezbarwny) i 3 popołudnia. Rama nie była jedynym malowanym elementem. Do pseudo lakierni trafiły też błotniki i osłona łańcucha.

Tutaj poszło łatwiej niż z ramą. Odpuściłem sobie podkład i od razu malowałem lakierem na bazie żywic syntetycznych Dupli Color. Wyszło całkiem, całkiem, a nawet lepiej niż się spodziewałem.

Koniec końców, kosztem około 12h pracy i 400zł powstał jedyny w swoim rodzaju rower:

Na powyższym zdjęciu jeszcze bez linek hamulca. Te zamontowałem dzień później. Aha, gdyby kogoś to interesowało, to trytytki nadają się do montażu błotników i innych lekkich elementów równie dobrze jak śruby. No i są lżejsze i nie rdzewieją. Bagażnika bym się bał na nich zamocować, ale z błotników nikt strzelać nie będzie...