Jak pisałem kilka dni temu, dostałem rower. Akurat dla żony. Tyle tylko, że rower wymaga solidnego remontu. A nawet więcej niż solidnego, bo wyszło na to, że do wymiany są:

  • suport
  • korba
  • opony
  • chwyty
  • hamulce
  • linki
  • pancerze

Wiek roweru: nieznany. Marka: nieznana.

Jakby tego było mało, poprzedni właściciel dość nieumiejętnie przemalował go na biało. Czym? Nie mam pojęcia, jakąś farbką nakładaną pędzlem. Matową. Nie dość, że farba jest matowa, to jeszcze nikomu nie chciało się usunąć, czy nawet zmatowić starego lakieru. W efekcie, biała "farbka" odpada przy byle kontakcie z czymś twardszym niż ludzkie ciało. Wizualnie słabo. Jednak rower ma potencjał, więc zapadła decyzja o malowaniu. Będzie biały z białymi pancerzami linek.

Jak do tej pory, udało mi się rozebrać go na czynniki pierwsze i wstępnie usunąć "farbkę" i stary lakier. W tym miesiącu chciałbym jeszcze położyć podkład i przygotować ramę do właściwego lakierowania. Czym? Zobaczymy. Gdzie? W piwnicy.

Przy okazji, okazało się, że rama jest aluminiowa i leciutka. Żonie powinno sie na nim dobrze jeździć.

Aha, mam też pewne podejrzenia co do wieku roweru. Jedna z dętek została wyprodukowana jeszcze w Czechosłowacji, więc ma co najmniej 20 lat i jest w zadziwiająco dobrym stanie. Czego nie można powiedzieć o jednej z opon, która się po prostu rozpadła. 30 lat? Wcale bym się nie zdziwił.