Pojawił się w firmie jeden egzemplarz najdziwniejszego telefonu jaki miałem kiedykolwiek w rękach: Motorola Flipout.

Na pokładzie wyświetlacz (no patrzcie go), Android, klawiatura i kilka pokryw baterii w różnych kolorach do wyboru. Aby dobrać telefon po kolor torebki? Być może.
Czasu na zabawę zbyt dużo nie miałem, ale:

na plus:

  • ciekawy wygląd,
  • działa nad podziw płynnie i responsywnie jak na swoją cenę,
  • po złożeniu bardzo mały,

na minus:

  • mały wyświetlacz,
  • dziwna rozdzielczość ekranu,
  • otwieranie klawiatury  przez obrót jest jednak absurdalne. Może i wygląda hipstersko (nie jestem pewien czy to właściwe słowo), ale się nie sprawdza i tyle.