No proszę, jaki hit przełomu tygodni. Ktoś prowadził stronę, ktoś doniósł, ABW przyszło, zrewidowało i zarekwirowało. Ktoś staje w obronie, ktoś żąda wyjaśnień, ktoś głosi zamach na wolność słowa, a ktoś popiera. A ja się pytam: czy to jest tego warte? Według mnie, nie jest. Jeśli to co twierdzi ABW jest prawdą (a nie mam powodu im nie wierzyć), to ja nie widzę żadnego problemu. Ktoś chyba jednak trochę przesadził i to co znajdowało się na stronie podlegało nie tylko pod paragraf o zniewadze głowy państwa. Gdyby tego typu treści były o osobie prywatnej (w przeciwieństwie do politycznej) nikt by nie powiedział ani słowa. Tego typu treści to nie tylko zniewaga głowy państwa, to zniewaga każdego człowieka. Powództwo cywilne i sprawa wygrana (teoretycznie).

Aby było jasne, nie jestem zwolennikiem Pana Prezydenta Komorowskiego. Jestem zwolennikiem dobrych obyczajów i poszanowania wolności. Wolności zdefiniowanej prostym dialogiem (niestety, nie pamiętam autora, wielka szkoda, bo jest to najlepsza definicja wolności jaką znam) (taka moja wariacja na temat):

- Tato, co to jest wolność?

- Wolność, synu,  to możliwość robienia tego, co się chce.

- Czyli możemy robić wszystko co chcemy?

- Nie. Nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka