Miękkość, nie miękkość
Nie potrafię robić miękkich zdjęć. Choćby dzisiaj. Pojechaliśmy nad Zalew Szczeciński coby córka mogła sobie w kaloszach po wodzie pochodzić. Zatoczka ta co zawsze, pogoda jak oczekiwałem, prawie nie ma fal, spokój po horyzont, sielanka... Zachciało mi się miękkiego zdjęcia. Ustawiłem, zrobiłem, podejrzałem na ekraniku i z nadzieją patrzałem w przyszłość. W domu wyszło szydło z worka: do życi z taką miękkością. To się kupy nie trzymało i skończyło się na zabawie suwakami w celu usunięcia tej nieszczęsnej miękkości. Cholera, może jednak kiedyś mi się uda?
Zalew Szczeciński, Podgrodzie, sierpień 2010
