Urlop kontra akwarium
Okazało się, że urlop i akwarium raczej nie idą w parze. Co prawda nie było mnie w domu zaledwie 9 dni, ale akwarium raczej kiepsko zniosło tą nieobecność. Co prawda nic nie padło (a przynajmniej nie stwierdziłem ubytków), ale ogólna kondycja zbiornika była fatalna. Osoba poproszona o dokarmianie chyba troszkę przesadziła z ilością podawanego pokarmu (jeśli to czytasz, bez urazy, to moja wina, nie pokazałem dokładnie ile sypać), co w połączeniu ze sporym parowaniem doprowadziło co zapchania filtra. Jak długo filtr nie pracował, nie mam pojęcia. Stawiam na kilka dni, bo woda przypominała bagno.
Sytuację uratowało włączone 24/7 napowietrzanie. Dzięki temu nie padły bakterie na gąbce filtra i utrzymany był cykl azotowy. Reanimacja akwarium ograniczyła się do wymiany bioceramiki w komorze filtra, odmuleniu dna i podmianie 40% wody w dwóch ratach. Azotyny i azotany w normie, woda stopniowo odzyskuje klarowność, pływa jeszcze trochę "kurzu", ale jest go coraz mniej.
Niestety, w czasie urlopu doszło do wysypu ślimaków. W akwarium panuje plaga zatoczków i rozdętek. Codziennie wyławiam po 30-40 sztuk (tyle znajduję na raz na szybach) i jak tak dalej pójdzie, będę wyławiał tyle, a nawet jeszcze więcej bardzo długo, bo liczba widocznych ślimaków jakoś nie chce się wyraźnie zmniejszyć. Ciekawe, ile chowa się tak, że ich nie widzę. Jedna Anentome Helena na akwarium to chyba zbyt mało na kontrolę populacji ślimaków, o opanowaniu plagi nie mówiąc.
O, właśnie sobie uświadomiłem, że dzisiaj mijają dokładnie dwa miesiące odkąd aklimatyzuję racicznice zmienne do życia w akwarium. Już jakiś czas temu przeniosłem wszystkie małże z akwarium do małżarium (wiadro z glonami) w celu odżywienia. Wszystkie żyją, ale najwyraźniej źle służą im upały, bo ich aktywność jest ograniczona do minimum. Na brak pokarmu w małżarium narzekać chyba nie mogą, bo woda jest tam aż zielona od glonów. Zobaczymy jak to będzie wyglądało gdy temperatura spadnie.