Akwarium żyje
Po ponad dwóch tygodniach strachu mogę oficjalnie stwierdzić: akwarium żyje! Dziś, po raz pierwszy, poziom azotynów (NO2) spadł do poziomu 0,0 (no, mniej więcej, moje testy przestały je wykrywać), krewetki mają się dobrze i dziarsko żerują gdzie popadnie, a ryby pływają jakby nigdy nic.
Choć tak super wesoło też nie jest: glony mają się trochę zbyt dobrze. O ile z nitkowatymi idzie walczyć szczoteczką do zębów i wyciąganiem na siłę z mchów, to z resztą nie jest tak prosto. Poczekam jeszcze trochę, może sytuacja się ustabilizuje sama. Jak nie, chyba trzeba będzie kupić testy na potas i wyrównać poziom makroelementów w zbiorniku. Ale na to jeszcze przyjdzie czas. Pojawiły się też ślimaki zatoczki przywleczone pewnie z mchem. Jest ich jeszcze stosunkowo mało, więc nie walczę z nim. Powinny pomóc w walce z glonami. Na razie muszę uzupełnić obsadę roślinną i zwiększyć ilość podłoża dla roślin.
A, byłbym zapomniał. W zbiorniku zagościły także krewetki neocardina heteropoda var. red zwane popularnie Red Cherry. Większość wygląda na samiczki, więc jest szansa na młode.


