Przyszła zima, spadł śnieg, rzeki zamarzły... Przez kilka dni z rzędu, po tym jak odwiozłem żonę do pracy i jechałem do swojej, w oczy rzucał mi się przecudny obrazek: kilka minut przed wschodem słońca, Kanał Zielony skuty lodem, most kolejowy ledwo odcina się od nieba. Na dalszym planie stocznia remontowa i oświetlony statek. Jeszcze dalej elektrociepłownia wraz z kłębami dymu i pary. Ogólnie rzecz biorąc: aż chce się patrzeć.

Każdego dnia przejeżdzając obok tej scenerii obiecywałem sobie: jutro muszę zabrać aparat! I tak ze 4-5 razy. Wreszcie aparat i statyw zostały zapakowane do samochodu, żona odwieziona, do rozpoczęcia mojej pracy jeszcze 30 minut, można fotografować. Lecz już podjeżdzając na pobliski parking zauważyłem, że coś jest nie tak. Jeszcze wczoraj ta sceneria wyglądała zupełnie inaczej. Niby dokładnie to samo: lód jest, most jest, statek jest, kominy, dym i para są. Ale całość jakaś taka... czegoś jej brakuje... Mówi się trudno, jak już tutaj jestem, to spróbujemy.

Rozstawiając statyw zastanawiałem się co się zmieniło, że jeszcze wczoraj byłem tym widokiem zachwycony, a dziś już nie do końca. Nic nie wymyśliłem. Ustawiam aparat, podłączam wężyk, wstępne kadrowanie, ustawienie ekspozycji, dokadrowanie i nagle olśnienie! Wiem co się zmieniło! Dziś jest po prostu JAŚNIEJ na niebie. Przyjechałem jakieś 8 minut później niż kilka dni temu, słońce pewnie wzeszło też ze 2 minuty wcześniej i już mamy co mamy. Za jasno na niebie, światła stoczni i elektrociepłowni giną w blasku wschodniego nieba...

Zdjęcie zrobiłem, obrobiłem ile umiałem i ile się dało. Po wszystkim długo zastanawiałem się czy jest sens je komukolwiek pokazać. Stanęło na: pokazać można, ale wyłącznie jako przykład co zepsuć może 10 minut i powyższej historii. Dadam... Oto ono....

Kanał Zielony Szczecin
Szczecin, Kanał Zielony, styczeń 2009