Co mnie wkurza? Między innymi, wkurza mnie cenzura w telewizjach muzycznych. Leci sobie w telewizji muzycznej teledysk, może nawet całkiem całkiem, zwykle w języku angielskim lub tożsamym i zamiast pewnych słów nie zawsze powszechnie uważanych za obraźliwe pojawia się "wyciszenie" lub inne zniekształcenie (nie czuję jak rymuję) które niby to uniemożliwia zrozumienie tego słowa. Oczywiście, każdy kto choć trochę zna angielski domyśli się, że zamiast s*** jest shit, zamiast b**** jest bitch, a f*** to nie frania tylko fuck.

OK, rozumiem, że nie wszystkie treści są przeznaczone dla wszystkich odbiorców i nie powinno uczyć się dzieci przeklinać. OK, ja to doskonale rozumiem. Tylko nie rozumiem tej cenzury wybranych słów. Jeśli "grzeczną" wersję tworzy telewizja, to może lepiej aby w ogóle nie puszczała takiego teledysku przed 22. Jeśli z kolei to sam artysta tworzy dwie wersje: zwykłą i "grzeczną", to sorry Panie Artysta, ale jesteś (nie użyję wulgaryzmu) prostytutka i najzwyczajniej w świecie lecisz na kasę. To zupełnie tak, jakby dajmy na to Rubens stworzył "Trzy gracje",

, a później stworzył "Trzy grzeczne gracje"

by móc pokazywać je wszędzie i bać się krytyki za "deprawację" i "pornografię". Państwo Artyści, jeśli to Wy stoicie za autocenzurą, to opanujcie się. Jeśli chcecie być niegrzeczni, to miejcie świadomość, że nie wszędzie Was puszczą. A jeśli chcecie lecieć wszędzie, to odpuście sobie wulgaryzmy. Nie chcemy artystów schizofreników....